środa, 22 kwietnia 2015

Black and White Angel 4

Jamie przygwoździł Rossalie do ziemi. Zaczęła się z nim mocować na ręce, ale najwyraźniej był dla niej za silny. Nie, to było złe sformułowanie i określenie, ponieważ chwilę później to ona go przygwoździła. 
Zwinnie wygięła plecy w łuk i zdjęła ze ściany mały sztylecik, przyłożyła go do szyi Jamie'go.
- Masz coś jeszcze do powiedzenia?- zapytała z wrogością w głosie.
- Jesteś całkiem dobra- rzucił od niechcenia.
- Nie to chciałam usłyszeć. Na przykład takie słowo jak PRZEPRASZAM?- wbiła mu mocniej ostrze sztyletu w nagą skórę szyi.
- Oh, żebyś czasem...- podniósł rękę, by wyrwać jej sztylet z ręki, ale dziewczyna postawiła na niej nogę.- To trochę krępująca poza.
Szybko się podniosła, chwyciła za łuk i wycelowała strzałę w Jamie'go. Gdyby nie jego idiotyczny uśmieszek strzeliła by, ale szkoda takiego debila. 
Jamie w mgnieniu oka, złapał Rossalię za nadgarstek, którym trzymała łuk. Opuścił go i się do niej zbliżył. Gdy był wystarczająco blisko, by ją pocałować, kopnęła go w brzuch. Cofnął się kilka kroków w tył, sycząc z bólu.
- Przepraszam, ale za co?!- wykrztusił drwiąco.
- Dziękuję za przeprosiny.- Uśmiechnęła się i zarzucając włosami na bok, pokierowała się w stronę wyjścia.

/\/\/\

Rossalie wyszła na korytarz. Jak dobrze pamiętała musiała skręcić w lewo. Ruszyła w zapamiętany korytarz. 
Niestety pomyliła się i trafiła pod gabinet dyrektora. Chwilę się zastanowiła co teraz zrobić.
Nagle zza drzwi wyszedł chłopak. Bardzo kogoś jej przypominał.
Oczywiście, to Dylan. Ale co on tu robił?
- Tak, proszę pana, powiem jej.- powiedział, gdy zamykał drzwi. Jego oczy zatrzymały się na mnie ze zdziwieniem.
- Dylan? Co ty tu robisz?- zapytała niepewnie.
- Ja tu mieszkam, a ciebie wzywa dyrektor. Czemu nie mówiłaś, że jesteś Łowcą?- dopytywał.
- Czemu miałabym ci to mówić jesteś tylko jakimś marnym, rozpuszczonym bachorem z sąsiedztwa.- wygarnęła mu.
- Jak zawsze urocza- skomentował.
- Skoro dyrektor mnie wzywa to pójdę do niego.- wyminęła go i zapukała do drzwi. Nie usłyszała odpowiedzi ani zaproszenia, ale i tak tam weszła. Dyrektor siedział za biurkiem i się przyglądał ekranowi laptopa.- Prosił mnie pan bym przyszła.
- A tak, siadaj mam coś z tobą do omówienia.- powiedział wskazując ręką krzesło przed biurkiem. Podeszła do niego niepewnie. Mężczyzna wyglądał groźnie.- Napisałaś, że jesteś z rodziny Black'ów. A imiona twoich rodziców to Caroline i Alister. 
- Tak,co ma to do rzeczy?- spojrzała na niego pytająco.
- To, że twoja rodzina w przeszłości zrobiła bardzo okropne rzeczy i niestety musisz opuścić tą Akademię.- Zrobił jakiś dziwny, nieokreślony ruch ręką i naglę przed moimi oczami pojawiła się ciemność.

/\/\/\

Przepraszam, że taki krótki, ale tymczasowo nie mam weny i piszę co mi palce karzą, więc to tylko tyle. Jeśli was zaintrygowałam zakończeniem tego rozdziału, to cierpliwie czekajcie na następny. :)


1 komentarz:

  1. Za krótko ale milutko. Oni będą razem Ja to wim i tak ma być bo tak chcę XD Tacy bojowi. Co jej rodzina zrobiła hmmmm? Może kogoś zabili albo zdradzili nocnych albo Noe mam pomysłóW achh wiem ukradli kielich XD. Brakło im na impre. Kończe bo mnie wzywają. Pią kofjam-Ruda

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś ten post i Ci się spodobał skomentuj,
jeśli nie zhejtuj :)